— Dobrze, mieszkanie jest moje, dom letniskowy w regionie Moskwy jest twój, samochód mój — mówił Andriej, przesuwając długopisem po kartce, nie podnosząc oczu. — Zostaje ci połowa wkładu i biżuterii matki.
Patrzyłam na męża, z którym przeżyłam dwadzieścia sześć lat.
Myślałam o tym, jak łatwo zarządza naszym życiem. Prawdopodobnie równie łatwo, trzy miesiące temu, powiedział tej dziewczynie z jego działu: „Kocham cię”.
Miała dwadzieścia pięć lat. Pamiętam siebie w tym wieku — myślałam, że wiem o życiu wszystko.
— Wszystko zgodnie z prawem — dodał w końcu, podnosząc głowę. — Co nabyte w małżeństwie, dzielimy po połowie.
Dziś Andriej miał na sobie nową koszulę — białą, z ledwo widocznymi niebieskimi paskami.
Kiedyś omawialiśmy zakupy. Teraz po prostu pojawiał się w nowych rzeczach. Nawet zmienił perfumy — z tych, które dawał mi na rocznice, na coś ostrego, młodzieżowego.
Teczka z niespodziankami
Skinęłam głową i wyjęłam z torebki teczkę z dokumentami.
— Masz rację, Andriej. Zróbmy to naprawdę zgodnie z prawem.
Zmarszczył brwi, widząc moją teczkę.
Prawdopodobnie spodziewał się łez albo że go namówię do powrotu. Przez dwadzieścia sześć lat przyzwyczaił się do mojej przewidywalności: najpierw próbuję ratować rodzinę, potem zgadzam się na jego warunki „dla dzieci”, „dla utrzymania związku”, „dla rozsądnego kompromisu”.
— Co to masz? — zapytał ostrożnie.
— Dokumenty. Ty mówisz o prawie. Zróbmy to porządnie.
Pierwsza niespodzianka
Otworzyłam teczkę i wyjęłam pierwszą kartkę.
Testament mojej mamy, poświadczony u notariusza dwa lata temu, kiedy poczuła, że jej siły się kończą.
Mądra kobieta, moja mama. Całe życie pracowała w sądzie jako sekretarka. Wiedziała, że dokumenty decydują więcej niż emocje.
— „Pozostawiam mojej jedynej córce Lidii Wadimownie Morozowej mieszkanie przy ulicy…” — czytałam powoli na głos, delektując się każdym słowem.
— To mieszkanie, Andriej. To, które wpisałeś na listę jako „swoje”.
Twarz męża zmieniała się w miarę jak rozumiał znaczenie słów:
— Lido, ale przecież mieszkamy razem…
— Mieszkaliśmy — poprawiłam. — Ale prawnie mieszkanie należało do mamy. Teraz należy do mnie. Z dziedziczenia. To nie zostało nabyte w małżeństwie.