„Dobra!” warknął. „Jeśli nie chcesz pocieszenia, to cierp! Nie przychodź z płaczem, kiedy życie się pogorszy!”
Przesunął czek w moją stronę.
Nie wziąłem.
Podarłem go na pół, a potem na ćwiartki i pozwoliłem, by kawałki spadły na podłogę.
„Wynoś się” – powiedziałem cicho i stanowczo. „I nie wracaj. Ta rodzina nie jest na sprzedaż”.
Derek wpatrywał się w podarty papier, jakby nie potrafił pojąć świata, w którym pieniądze nie wygrywają.
Potem odwrócił się i odszedł – pokonany nie przez siłę, lecz przez miłość.