3. Werdykt
Ciężkie dębowe drzwi gabinetu zamknęły się za mną, odcinając mnie od reszty świata. Arthur siedział za swoim masywnym biurkiem niczym sędzia, który ma wydać wyrok śmierci.
Julian poszedł za nami, ale nie usiadł. Oparł się o regał z książkami, wpatrując się w telefon.
„Spójrz w górę” – warknął Artur.
Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy. Nie próbował ukryć pogardy.
„Nora, minęły już trzy lata, odkąd weszłaś w związek małżeński z tą rodziną”.
„Tak, proszę pana” – wyszeptałem.
„Wiesz, jak Julian cię traktował. Znasz swoje miejsce tutaj. Byłaś pomyłką w ocenie sytuacji – fazą, z której w końcu wyrósł”.
Otworzył szufladę i wyciągnął czek. Rzucił go na biurko. Przesunął się w moją stronę, lekki jak piórko, ciężki jak góra.
120 000 000 dolarów.
„Nie pasujesz do jego świata” – powiedział. „Weź to, podpisz papiery i zniknij. To wystarczy, żebyś ty i twoja żałosna rodzina mogli żyć w luksusie do końca życia”.
Obraza zabolała jak igła. Moje ciało zadrżało. Spojrzałam na Juliana, szukając iskry czegoś. Żalu? Po